Przejdź do treści
Twoje miasto. Twoje historie. Jarocin • 19 października 2026
e·JAROCINJarocin on-line • Miasto i region
LokalnieBlisko ludziZawsze na bieżąco

Muzeum Regionalne w Krotoszynie: godziny otwarcia, ceny biletów i wystawy

Zabytkowy budynek łaźni publicznej w Sofii o symetrycznej fasadzie
Źródło: Pexels | Autor: Jazz Kaundal
Rate this post

Czy wizyta w Muzeum Regionalnym w Krotoszynie da się sensownie wpasować w pół dnia, czy wymaga osobnego bloku czasu, rezerwacji i wcześniejszego sprawdzenia cennika? Odpowiedź zależy od trzech rzeczy naraz: aktualnego harmonogramu, tego, czy wchodzi się indywidualnie czy z grupą, oraz od tego, co akurat wisi na ścianach – stała opowieść o Ziemi Krotoszyńskiej czy wystawa czasowa, która zmienia tempo zwiedzania. Sam adres przy Małym Rynku i barokowy gmach poklasztorny nie wystarczą, żeby zaplanować wejście. Godziny otwarcia, bilety i układ ekspozycji tworzą jeden praktyczny układ, a nie trzy osobne ogłoszenia. [2]

Praktyczna organizacja wizyty: godziny otwarcia i specyfika harmonogramu

Godziny otwarcia muzeum w Krotoszynie nie są stałą tabliczką na całą dekadę. Co do zasady placówki muzealne publikują rozkład na sezon, rok albo konkretny miesiąc, a potem korygują go świętami, pracami konserwatorskimi, montażem wystawy i dyżurami. Przed wyjazdem liczy się więc nie zapamiętana „typowość”, tylko komunikat obowiązujący w dniu wizyty: strona instytucji, profil społecznościowy albo telefon. Rozjazd między tym, co ktoś widział rok temu, a tym, co obowiązuje w sobotę przed południem, bywa większy niż różnica między dwoma biletami.

W praktyce bywa różnie także wewnątrz jednego tygodnia. Dni powszednie zwykle służą zarówno zwiedzającym indywidualnym, jak i grupom szkolnym oraz lekcjom muzealnym. Weekend i dni świąteczne częściej zależą od dyżuru, a nie od automatycznego otwarcia „jak sklep”. Jeśli plan zakłada przyjazd spoza miasta, bezpieczniej traktować sobotę i niedzielę jako dni do potwierdzenia, a nie jako oczywiste okno.

Dostępność ekspozycji w dni powszednie i w weekendy

Od poniedziałku do piątku muzeum zwykle pracuje w blokach dziennych, z przerwą albo bez niej – to już detal regulaminu, którego nie warto zgadywać. Dla osoby przyjeżdżającej pociągiem albo łączącej muzeum ze spacerem po rynku sensowny margines to przyjście z zapasem co najmniej pół godziny przed zamknięciem kas i sal. Ostatnia godzina bywa technicznie „otwarta”, ale nie daje już spokojnego przejścia przez kilka kondygnacji i korytarzy dawnego klasztoru.

Front budynku Muzeum Evliya Çelebiego w Kütahyi w tradycyjnym stylu
Źródło: Pexels | Autor: Sinan Aslan

Niedziele w wielu muzeach regionalnych mają charakter dyżuru, nie pełnego dnia pracy biurowej. Zdarza się, że wstęp jest możliwy, lecz oprowadzanie, kasa albo sala czasowa działają w węższym zakresie. Soboty i święta państwowe wymagają osobnej uwagi: część instytucji zamyka się, część otwiera wyłącznie po wcześniejszym zgłoszeniu grupy, a część prowadzi skrócony dyżur. Traktowanie święta jak zwykłej niedzieli jest najczęstszym błędem organizacyjnym, nie merytorycznym.

Bezpłatny wstęp w wyznaczony dzień tygodnia wynika co do zasady z przepisów o muzeach publicznych, ale dzień, godziny i wyjątki ustala konkretna placówka. Darmowe wejście nie oznacza automatycznie braku limitu miejsc, braku rezerwacji dla grup ani dostępu do każdej sali. Lekcja muzealna, opieka przewodnika i niektóre wydarzenia towarzyszące zwykle pozostają odpłatne albo wymagają osobnego zgłoszenia, nawet jeśli bilet indywidualny tego dnia kosztuje zero złotych.

Co sprawdzić, zanim ustali się godzinę przyjazdu

Przed wyjazdem warto ułożyć krótką listę kontrolną, ale nie jako rytuał, tylko jako filtr błędów. Po pierwsze: czy danego dnia muzeum w ogóle przyjmuje zwiedzających. Po drugie: do której godziny można kupić bilet, a do której trzeba opuścić sale. Po trzecie: czy wystawa czasowa nie ma osobnego harmonogramu, na przykład krótszego niż ekspozycja stała. Po czwarte: czy grupa powyżej pewnej liczby osób musi się zgłosić z wyprzedzeniem. Te cztery punkty rozstrzygają więcej niż ogólna etykieta „otwarte w weekend”. [1]

Montaż i demontaż wystawy czasowej potrafią wyłączyć jedną salę albo cały ciąg komunikacyjny bez zamykania całego gmachu. W obiekcie poklasztornym, gdzie trasa i tak prowadzi korytarzami i przez grube mury, takie wyłączenie zmienia nie tylko program, ale i czas przejścia. Jeśli celem jest konkretny zespół eksponatów – archeologia, rzemiosło albo etnografia – lepiej zapytać, czy ta część jest dostępna, zamiast zakładać, że „muzeum otwarte” równa się pełnej trasie.

Rezerwacja grup a zwykłe wejście z ulicy

Wejście indywidualne zwykle nie wymaga rezerwacji, o ile nie wypada w dniu o ograniczonej przepustowości. Grupa szkolna, senioralna albo turystyczna rządzi się inną logiką: limit osób w sali, jedna osoba prowadząca, czasem osobne wejście czasowe, żeby nie zderzyć dwóch oprowadzań na wąskim korytarzu. Formalny wymóg zgłoszenia nie jest biurokracją dla samej biurokracji. W dawnym klasztorze trynitarzy układ pomieszczeń powstał dla wspólnoty zakonnej, nie dla kilku klas naraz.

Przy grupie liczy się też punkt zbiórki. Mały Rynek jest czytelny jako adres, ale autokar, rowerzyści i rodziny z wózkami mają różne możliwości zatrzymania się. Ustalenie, czy grupa wchodzi razem, czy kasjer wpuszcza ją partiami, oszczędza pierwsze piętnaście minut, które inaczej schodzą na liczenie osób przy drzwiach.

Cennik biletów, uprawnienia do ulg i zasady zwiedzania z przewodnikiem

Cennik biletów do muzeum w Krotoszynie należy czytać jako regulamin, nie jako jedną kwotę „za wejście”. Co do zasady rozdziela się bilet normalny, ulgowy, czasem rodzinny albo szkolny, oraz osobne opłaty za oprowadzanie, lekcję muzealną i wydarzenie specjalne. Kwoty zmieniają się decyzją organizatora. Podawanie ich z pamięci albo z nieaktualnego wpisu wprowadza w błąd szybciej niż brak ceny w ogóle. Przed wizytą aktualny cennik trzeba wziąć ze źródła placówki.

Ulga nie wynika z samego faktu bycia uczniem, seniorem albo mieszkańcem regionu, jeśli dokument albo regulamin tego nie potwierdza. W praktyce bywa różnie: jedna placówka honoruje legitymację szkolną i emerycką, inna wymaga także dokumentu tożsamości przy wątpliwości co do wieku, a jeszcze inna ma własną kategorię „bilet rodzinny” z limitem liczby dzieci. Karta płatnicza, gotówka i faktura to osobne kwestie od wysokości biletu. Nie każda mała kasa ma terminal każdego dnia, choć wiele muzeów już przyjmuje płatności bezgotówkowe. Założenie jednej metody płatności bez potwierdzenia jest ryzykiem organizacyjnym, nie merytorycznym.

Koszty wstępu indywidualnego i grupowego

Bilet indywidualny kupuje się zwykle na miejscu, na konkretny dzień i bez „rezerwacji miejsca na ławce”. Bilet grupowy albo wstęp dla wycieczki bywa rozliczany ryczałtem od grupy, od osoby albo mieszanką obu modeli: wejście według cennika plus opieka przewodnika jako osobna pozycja. Różnica ma znaczenie przy klasie, w której część dzieci ma ulgę ustawową, a część przychodzi z opiekunem płacącym stawkę normalną. Kasjer liczy wtedy osoby i uprawnienia, nie „jedną klasę”.

Dokumenty uprawniające do zniżki warto mieć przy sobie w formie, którą regulamin akceptuje. Legitymacja, zaświadczenie albo dokument potwierdzający wiek rozstrzygają spór przy kasie szybciej niż tłumaczenie. Dziecko w wieku granicznym, student zaoczny i osoba z niepełnosprawnością to trzy różne sytuacje prawne i praktyczne. Jeśli regulamin milczy albo jest niejednoznaczny, pytanie zadane przed przyjazdem jest tańsze niż dyskusja w progu sali.

Bilety szkolne i rodzinne nie są synonimami. Szkolny zwykle wiąże się z grupą zorganizowaną i opiekunem. Rodzinny dotyczy gospodarstwa domowego w granicach wskazanych w cenniku: liczba dorosłych, liczba dzieci, czasem wiek. Próba „złożenia” rodziny z kilku niespokrewnionych osób przy kasie kończy się odmową nie z powodu nieuprzejmości, tylko z powodu definicji w regulaminie. Przy planowaniu kosztów wycieczki rodzinnej bezpieczniej policzyć wariant bez zniżki rodzinnej i traktować ją jako możliwą oszczędność, nie jako pewnik.

Procedury dotyczące oprowadzania oraz lekcji muzealnych

Opieka przewodnika w muzeum regionalnym nie jest dodatkiem turystycznym w stylu „ktoś coś opowie przy eksponacie”. To zwykle usługa zamawiana z wyprzedzeniem, z limitem wielkości grupy i z opłatą ryczałtową albo godzinową, niezależną od biletów wstępu. Zgłoszenie dzień wcześniej bywa za krótkie, zwłaszcza w tygodniu, gdy sale są zajęte lekcjami. Wielodniowe wyprzedzenie daje placówce szansę ułożyć dyżur i odmówić wprost, jeśli termin jest już zajęty.

Lekcja muzealna różni się od zwykłego oprowadzania celem i formą. Oprowadzanie prowadzi przez wystawę i tłumaczy kontekst. Lekcja ma temat, czas, czasem kartę pracy i jest liczona jako zajęcia dla konkretnej grupy wiekowej. Zamawianie „przewodnika dla dzieci” bez podania wieku i liczebności kończy się niedopasowaniem: zbyt długim wstępem dla najmłodszych albo zbyt ogólnym skrótem dla liceum. Im precyzyjniej opisze się grupę, tym realniej da się dobrać trasę do czasu, który szkoła faktycznie ma między przyjazdem a odjazdem.

Limit wielkości grupy wynika z sal, nie z kaprysu. Wąski korytarz klasztorny, gablota z drobnymi znaleziskami i sala, w której stoi jeden większy obiekt, nie przyjmują tej samej liczby osób w tym samym momencie. Podział większej wycieczki na dwie tury bywa warunkiem wejścia, nie propozycją. Opłata za drugą turę albo za dłuższą opiekę powinna być ustalona przed przyjazdem, razem z tym, czy opiekunowie szkolni wchodzą na zasadach ulgowych.

Kiedy cena biletu nie oddaje kosztu wizyty

Sam bilet nie obejmuje dojazdu, czasu oczekiwania na grupę ani ewentualnej opłaty za przewodnika. Przy krótkim dyżurze weekendowym koszt alternatywny bywa wyższy niż kilka złotych różnicy między biletem normalnym a ulgowym: zamknięta kasa, brak oprowadzania, wystawa czasowa jeszcze niegotowa. Z drugiej strony dzień bezpłatnego wstępu obniża barierę finansową, ale podnosi ryzyko tłoku, zwłaszcza jeśli zbiegają się rodziny i klasy. Dla osoby, która chce spokojnie czytać podpisy przy eksponatach rzemieślniczych, płatny dzień powszedni poza godzinami lekcji bywa praktyczniejszy niż darmowa niedziela.

Zabytkowy budynek z ozdobną fasadą w Krotoszynie
Źródło: Pexels | Autor: Brent Carpentier

Zabytkowa siedziba muzeum: poklasztorny gmach trynitarzy i jego dzieje

Muzeum Regionalne w Krotoszynie mieści się w barokowym zespole poklasztornym przy Małym Rynku. To nie jest neutralne tło dla gablot. Budynek sam jest częścią wystawy: opowiada o osiemnastowiecznej fundacji klasztoru trynitarzy, o późniejszej kasacie zakonu, o adaptacjach na cele publiczne i o współczesnej funkcji muzealnej. Zwiedzanie „tylko eksponatów”, z pominięciem murów, skraca opowieść o mieście o warstwę, której nie da się przenieść do innej kamienicy.

Trynitarze pojawiają się w dziejach Krotoszyna w XVIII wieku jako wspólnota o wyraźnej regule i o architekturze podporządkowanej życiu zakonnemu: kościół, klasztor, wirydarz, cele, korytarze. Dokładne daty fundacji, przebudów i kasaty lepiej brać z podpisu na wystawie albo z publikacji muzeum niż z przybliżonej pamięci przewodnika internetowego. Dla zwiedzającego ważniejszy od jednej cyfry jest ciąg przekształceń: obiekt sakralny, potem gmach o funkcjach świeckich, wreszcie miejsce przechowywania zbiorów regionalnych.

Dlaczego adres przy Małym Rynku zmienia odbiór zbiorów

Mały Rynek ustawia muzeum w tkance miasta, a nie na jego obrzeżu. Wejście do poklasztornego gmachu następuje po przejściu przez przestrzeń, która sama ma miejską historię: handel, rzemiosło, sąsiedztwo większego rynku, codzienne trasy mieszkańców. Ekspozycja o cechach, piwowarach czy tkaczach nie zaczyna się więc w pierwszej gablocie. Zaczyna się już na dojściu, o ile ktoś patrzy na szerokość ulicy, skalę kamienic i relację klasztoru do rynku, a nie tylko na drzwi z szyldem.

Dla osoby planującej czas w Krotoszynie oznacza to prostą zależność. Muzeum nie jest przystankiem „w drodze na parking”, który da się zaliczyć w dwadzieścia minut między innymi punktami. Dojście, wejście, szatnia albo pozostawienie plecaka, przejście korytarzem i powrót na rynek tworzą ramę. Krótka wizyta jest możliwa, ale wtedy wybiera się jeden wątek – na przykład archeologię albo etnografię – zamiast obiecywać sobie „całe muzeum”.

Ekspozycje stałe: dzieje Ziemi Krotoszyńskiej od pradziejów do współczesności

Stała ekspozycja Muzeum Regionalnego w Krotoszynie nie jest zbiorem ciekawostek ułożonych według wielkości gabloty. Jej sensem jest ciąg: od śladów osadnictwa na Ziemi Krotoszyńskiej, przez miasto rzemieślnicze i rezydencjonalne, aż po wiek XX, w którym lokalna historia przestaje być tylko kroniką parafii i rynku. Zwiedzający, który wejdzie z Małego Rynku i od razu szuka „najważniejszego eksponatu”, łatwo minie tę logikę. W muzeum regionalnym waga przedmiotu wynika z miejsca, z którego pochodzi, i z pytania, na które odpowiada, a nie z efektu wizualnego.

Narracja pradziejowa opiera się na materiale archeologicznym: narzędziach, ceramice, śladach osad i pochówków, które pokazują, że obszar późniejszego Krotoszyna był użytkowany na długo przed lokacją miasta. Nie jest to opowieść o jednej „kulturze założycielskiej”. Kolejne zespoły znalezisk dokumentują zmianę sposobu gospodarowania, kontakty i gęstość zasiedlenia. Podpis przy gablocie jest tu ważniejszy niż ogólna wiedza o epoce kamienia czy brązu, bo to on wiąże przedmiot z konkretnym stanowiskiem albo typem zabytku. Bez tego związku skorupa pozostaje skorupą.

Dalszy ciąg wystawy przenosi ciężar z krajobrazu osadniczego na miasto. Krotoszyn pojawia się jako ośrodek o czytelnej strukturze: rynek, cechy, rzemiosło, własność ziemska i sieć parafialna. Eksponaty z tego etapu – dokumenty, pieczęcie, narzędzia, wyroby cechowe, elementy wyposażenia domów – nie ilustrują „dawnych czasów” w ogóle. Pokazują, z czego żyło miasto i kto w nim decydował. Rzemiosło warto czytać obok ustroju, a nie jako osobną salę z ciekawymi przedmiotami. Nóż, forma, miara albo znak cechowy mówi o organizacji pracy tylko wtedy, gdy obok jest informacja, kto miał prawo go używać i komu sprzedawał wyrób.

Zabytkowy budynek w Edirne w Turcji w słoneczny dzień
Źródło: Pexels | Autor: Meriç Tuna

Wiek XIX i XX na wystawie stałej zwykle zmienia skalę. Pojawiają się ślady administracji, szkolnictwa, stowarzyszeń, prasy, fotografii i przedmiotów codziennych, które już nie wymagają tłumaczenia „co to jest”, tylko „dlaczego zostało zachowane”. Fotografia miejska bywa tu równie ważna jak zabytek ruchomy: utrwala pierzeje, uroczystości, warsztaty i ludzi, których nie ma w inwentarzu archeologicznym. Jednocześnie materiał z wojen i przesiedleń nie układa się w gładką opowieść o postępie. Muzeum regionalne ma prawo pokazać przerwę, stratę i zmianę funkcji budynków, także tego, w którym samo się mieści. Poklasztorny gmach jest wtedy nie dekoracją, lecz jednym z argumentów: funkcja miejsca zmieniała się razem z miastem.

Układ sal w dawnym klasztorze wymusza lekturę nieliniową. Korytarz, cela albo pomieszczenie poadaptowane na ekspozycję nie zawsze odpowiadają kolejności epok. Warto więc traktować podpisy i plany sal jako mapę, a nie jako ozdobę. Jeśli czas jest krótki, sensowniej wybrać jeden łuk – pradzieje i wczesne miasto albo rzemiosło i wiek XX – niż przebiec całość, zatrzymując się tylko przy największych obiektach. Stała wystawa broni się gęstością powiązań, nie tempem przejścia.

Kultura ludowa i tożsamość mikroregionu krotoszyńskiego w zbiorach etnograficznych

Zbiory etnograficzne zaczynają się tam, gdzie kończy się kronika urzędów, a zaczyna zapis tego, jak mieszkano, ubierano się, świętowano i pracowano w najbliższym otoczeniu miasta. Dla Krotoszyna ten zapis ma wyraźny rdzeń: mikroregion, którego odrębność widać w stroju, zdobnictwie, obrzędzie i języku codziennych przedmiotów, a nie tylko w granicy administracyjnej. Etnografia w tym muzeum nie jest więc dodatkiem „ludowym” do historii miasta. Jest drugim sposobem opowiedzenia tej samej ziemi – od strony wsi, rodziny i warsztatu, a nie tylko od strony rynku i aktu lokacyjnego.

Strój i tkanina są w takiej kolekcji najczytelniejszym znakiem tożsamości, ale łatwo je spłaszczyć do „pięknego haftu”. W mikroregionie krotoszyńskim krój, kolor, sposób noszenia i okazja – niedziela, wesele, żałoba, praca – rozróżniają status i kalendarz. Eksponat bez informacji, kto go nosił i kiedy, staje się kostiumem. Z informacją staje się dokumentem. Podobnie jest z wyposażeniem domu: skrzynia, naczynie, obrazek, narzędzie kuchenne albo element warsztatu mówią o podziale ról i o tym, co uznawano za warte przechowania. Muzeum pokazuje wybór, nie kompletne gospodarstwo. Luka w gablocie też jest informacją: nie wszystko, co było powszechne, trafiło do zbiorów.

Rzemiosło ludowe i wiejskie sąsiaduje tu z miejskim, omówionym na wystawie historycznej, ale nie jest jego prostym przedłużeniem. Inna skala produkcji, inny odbiorca, inny obieg wzorów. Tam, gdzie miasto żyło cechem i przywilejem, wieś żyła sezonem, parafią i wymianą z miasteczkiem. Zestawienie obu zbiorów – jeśli trasa na to pozwala – pokazuje Krotoszyn jako ośrodek, do którego kultura ludowa dochodziła i z którego wychodziły towary, wzory i ludzie. To zależność, nie folklorystyczna ilustracja.

Obrzęd i rok liturgiczno-gospodarski zamykają ten obraz mocniej niż pojedynczy „eksponat świąteczny”. Przedmioty związane z weselami, dorocznymi obchodami czy domową pobożnością mają sens tylko w sekwencji: przygotowanie, uroczystość, dzień powszedni po niej. Krótka wizyta, nastawiona na jeden efektowny strój, gubi właśnie to, co odróżnia mikroregion od ogólnopolskiego wyobrażenia o „ludowości”. Warto czytać podpisy do końca i porównywać sąsiednie obiekty, zamiast szukać jednego symbolu regionu.

Etnografia w poklasztornych salach ma jeszcze jeden wymiar. Przedmioty kultury ludowej wiszą i stoją w architekturze, która powstała dla innej wspólnoty i innego rytmu dnia. To napięcie nie jest wadą ekspozycji. Przypomina, że tożsamość Krotoszyna składa się z kilku porządków naraz: zakonnego gmachu, miejskiego rzemiosła i wiejskiego stroju, który do miasta wchodził w dni targowe i świąteczne. Kto wyjdzie na Mały Rynek z tą trójką w głowie, zobaczy więcej niż zamkniętą listę sal. Zobaczy, dlaczego muzeum regionalne trzyma te zbiory razem, a nie w osobnych, przypadkowych gabinetach osobliwości.

Aktualność informacji praktycznych wobec stałej logiki zbiorów

Godziny otwarcia i ceny biletów w Muzeum Regionalnym w Krotoszynie należą do warstwy, która starzeje się szybciej niż sens ekspozycji. Zmiana sezonu, dzień bezpłatnego wstępu, przerwa techniczna albo jeszcze niegotowa wystawa czasowa potrafią unieważnić plan ułożony z pamięci. Dlatego konkretną godzinę i konkretną kwotę trzeba brać z bieżącego komunikatu muzeum, a nie z artykułu, który opisuje zależności. Tekst może powiedzieć, jak czytać zbiory. Nie powinien udawać cennika.

Ta ostrożność dotyczy też dat i szczegółów, których nie ma na planszy. Fundacja, kasata, przebudowa albo zmiana funkcji gmachu mają znaczenie jako ciąg przekształceń, nie jako cyfra dopisana z przybliżenia. Jeśli podpis albo wydawnictwo muzeum milczy, luka jest uczciwsza niż pozorna precyzja. To samo odnosi się do eksponatu: lokalne pochodzenie, okazja użycia i relacja z sąsiednim przedmiotem ważą więcej niż efektowny szczegół, którego nie da się potwierdzić.

Spójność wizyty wynika więc z dwóch różnych temp. Informacja praktyczna wymaga sprawdzenia tuż przed wyjściem z domu, bo od niej zależy, czy w ogóle da się wejść i na jakich zasadach. Lektura zbiorów ma tempo wolniejsze: archeologia, miasto rzemieślnicze, wiek XX i etnografia mikroregionu układają się dopiero wtedy, gdy przedmiot zostaje przy swoim kontekście, a nie przy liście atrakcji. Kto te porządki rozdzieli, nie pomyli nieaktualnej godziny z opowieścią o Krotoszynie i nie będzie szukał w gablocie pewności, której muzeum świadomie nie dopisało.

Pytania od czytelników

Pytanie czytelnika

Czy przed wizytą trzeba telefonicznie potwierdzić godziny otwarcia?

Odpowiedź redakcji: Warto to zrobić, zwłaszcza przed wizytą w weekend, święto lub w okresie montażu wystawy czasowej. Aktualny harmonogram najlepiej sprawdzić na stronie muzeum, w mediach społecznościowych albo telefonicznie.
Pytanie czytelnika

Czy grupa szkolna może przyjechać bez wcześniejszego zgłoszenia?

Odpowiedź redakcji: Nie należy tego zakładać. Grupy mogą obowiązywać limity osób, osobne godziny wejścia lub konieczność rezerwacji, dlatego termin i zasady warto ustalić z muzeum z wyprzedzeniem.
Pytanie czytelnika

Czy bilet obejmuje oprowadzanie po wystawie?

Odpowiedź redakcji: Nie zawsze. Oprowadzanie i lekcje muzealne mogą być osobno płatne oraz wymagać wcześniejszego zamówienia. Szczegóły trzeba sprawdzić w aktualnym cenniku i regulaminie placówki.
Pytanie czytelnika

Co zrobić, jeśli chcę zobaczyć konkretną wystawę czasową?

Odpowiedź redakcji: Przed przyjazdem należy potwierdzić, czy wystawa jest dostępna w wybranym dniu i czy nie obowiązuje dla niej odrębny harmonogram. Montaż lub demontaż może czasowo wyłączyć część ekspozycji.

Źródła

Odkrywaj kolejne historie z regionuWróć na stronę główną